sobota, 4 września 2010

Dzien 5.

Druga nasza wyprawa pod Aragacz (4096). Z poziomu Erewania 1200 poprzez Asztarak na 1000 m wznieslismy sie (autem) na 3200 do jeziorka Kari Lich, gdzie jest obserwatorium i widok na cztery wierzcholki Aragacza. Pomimo tej wysokosci bylo tak upalnie, ze kurtki (ktorych zapomnielismy) byly calkiem niepotrzebne.

Przy zjezdzie w dol zboczylismy i przedzierajac sie serpentynami przez wawoz dojechalismy do ruin twierdzy Amber z kosciolkiem. Malowniczo polozone na skalistym cyplu na polaczeniu kanionow dwoch rzek. Caly czas pelne slonce.

Zjechalismy na dol, przejechalismy Asztarak i pojechalismy na polnoc do dwoch klasztorow nad skalistym pionowym urwiskiem kanionu rzeki Amber. Sa to Howanawank, czyli sw. Jana, i Sagmoszawank, czyli Psalmow. Imponujace, bardzo piekne, opuszczone. Dojazd bocznymi uliczkami z wiosek, bez zadnego oznakowania, tylko na mape i jezyk, bo GPS akurat nam wysiadl. Takie perelki i cuda architektury i historii siegajacej V w.

Przy Howanawank w prywatnym domu straganiarki spod kosciola zjedlismy domowy napredce zrobiony obiad ze smazonych baklazanow z pomidorami i jajkiem. Do tego lawasz, czyli tutejsze pieczywo w platkach ktorym sie Ormianie zajadaja, a na deser jogurt ze wszystkimi odmianami dzemow, konfitur i miodow.

Po Sagmoszawank wrocilismy do Asztarak i tam szukalismy ruin trzech koscioleczkow w kolorach czerwonym, bialym i czarnym, zwiazanych legenda z losami trzech dziewic - rudej, blondynki i brunetki, ktore z nieszczesliwej milosci do pieknego ksiecia rzucily sie ze skal wawozu Amber. Kosciolki wydlubalismy wsrod zaulkow, prowadzeni przez przygodnego chlopaka.

Do Erewania dotarlismy wieczorem po znanej juz drodze.

Krzysztof

Brak komentarzy: