sobota, 4 września 2010

Dzien 6.

Wstalismy wczesnie przed 7, spakowalismy sie i po sniadaniu juz przed 10 bylismy w drodze na Sewan.

W Erewaniu zapragnelismy jeszcze odwiedzic park botaniczny, ale okazal sie opuszczony, wyschniety, niedogladany i zarosniety. Wielkie budynki oranzerii totalnie zapuszczone. Smutny widok.

Autostrada migiem dojechalismy do Sewan nad wielkie jezioro na poziomie prawie 2000 m, wjechalismy na slynny polwysep i po zwiedzeniu pieknie polozonego klasztoru Sewanawank zeszlismy na plaze, w kafejce plazowej posililismy sie szaszlykiem wieprzowym z salata, a potem na zmiane opalanie sie i kapiel z widokiem na klasztor. Upal, ale woda reska - cudownie!

Pora jechac do Dilidzan szukac miejsca noclegowego na nastepne szesc dni.

Przejechalismy drogą lekko pod nagą jak wszystkie tu górę, omijając drogę przez tunel. Po przejechaniu przełęczy Sewan zaczęliśmy zjeżdżać w dół i ujrzeliśmy zupełnie inny krajobraz. Pasma górskie zielone, zalesione, jedne za drugimi, a pomiędzy nimi wije się wstążka szalonych serpentyn naszej drogi w dół. Z wysokości 2000 m jeziora Sewan zjechaliśmy na 1500 m do górskiej miejcowości Dilidżan.

Przejechaliśmy centrum i na obrzeżach miasta znaleźliśmy w miarę tani nocleg w niezależnym apartamencie w dosyć zapyziałym hoteliku Eryk.

Po rozładowaniu walizek przy czerwonym winku dopełniliśmy dnia, ustalając plany na jutro.

Krzysztof

Brak komentarzy: