Wyszedlem przed hotel, a po drugiej stronie szosy, przed otwartym
obszarem pol i malych domkow, w rzedzie drzew zauwazylem jedno ktore
sie ... ruszalo. W bladym swietle switu wypatrzylem, ze jest obsadzone
przez malpy, ktore skaczac po wiotkich galeziach zrywaly i zjadaly
waskie listeczki. Potem sie dowiedzialem, ze byly to legmury,
prawdopodobnie z pobliskiego rezerwatu. Sesja zdjeciowa zostala
wzbogacona o zywy element.
Po sniadaniu wyjazd do slynnych swiatyn, ktore pieknie polozone na
otwartym terenie okazaly sie bardziej kameralne niz myslalem i
oczywiscie zachwycily nas ornamentyka i nie tylko ekscytujaca
wszystkich tematyka rzezb, ale tez starannoscia i artyzmem ich
wykonania, doskonalym stanem zachowania pomimo tysiaca lat, oraz ich
oszalamiajaca liczba. Swiatynia jedna, druga, trzecia, kazda z
przyleglymi kapliczkami, poswieconymi roznym wcieleniom rozlicznych
bostw - lacznie w paru kompleksach kilkadziesiat duzych i malych
obiektow, wszystkie pobudowane tysiac lat temu przez dynastie Czandelow.
Ekspresja jawnej, miejscami postrzeganej jako wyuzdana tematyki
erotycznej znajduje rozne nie do konca jednolite wytlumaczenia. Wedlug
jednych zrodel - o troche pokretnym przeslaniu - mialy one stanowic
test dla mnichow buddyjskich reguly tybetanskiej, aby mogli oni
sprawdzic swe opanowanie zmyslow tak, aby nawet te ponetne ksztalty i
sceny nie przeszkadzaly im skupic sie w modlitwie. Inne wyjasnienia,
bardziej naturalne, nawiazuja do apoteozy milosci i pelnego
zjednoczenia uwiecznionej w dynamiczny i wieloraki sposob w kamieniu,
jako analogii i drogi do zespolenia z bostwem. Jeszcze inne traktuja
serie rzezb jako swoisty podrecznik Kamasutry, pokazujacy rozne
sposoby przezywania seksu, z ktorych najbardziej wymyslne wrecz
akrobatyczne pozycje, wymagajace wspomagania asystentek bioracych
udzial w grupowej scenie, dostarczaja najwiecej rozkoszy, ale wymagaja
lat cwiczen i jogistycznej sprawnosci aby mozna bylo jej zasmakowac.
Jezeli jest to alegoria dazenia do pelnego szczescia w nirwanie, to ja
nie mam nic przeciwko temu.
Rzezby erotyczne choc budza najwiecej zainteresowania nie sa jedynymi
upiekszajacymi swiatynie. Oprocz nich sa klasyczne rzezby bostw oraz -
w dolnym pasie sciany - frezy o mniejszej skali przedstawiajace sceny
bitewne, rytualne i z zycia codziennego, przemieszane z powtarzajacym
sie rytmem postaci sloni lub koni.
Najwiecej jednak jest postaci pieknych tanecznic, nimf zwanych
apsiary, o zmyslowych - pelnych, wrecz wysublimowanie wybujalych -
ksztaltach i kuszacych pozach, malujacych oczy, piszacych listy,
ozdabiajacych stopy henna czy wykonujacych zalotne figury taneczne.
Pomiedzy nimi stojace deba w rownie wymyslnych pozycjach postaci
basniowych stworow czasem koni, czasem lwow i innych pomieszanych ze
soba zwierzat.
Obszary niewypelnione rzezbami figuralnymi sa pokryte gleboko rznieta
powtarzajaca sie rytmicznie ornamentyka. Wszystko razem tworzy
niezrownana harmonie, zwienczona kopulastymi iglicami szczytow.
To na zewnatrz swiatyni; do srodka wchodzi sie oczywiscie bez butow po
schodach, przechodzac pod misternie rzezbionym lukiem bramy wejsciowej
i seria sklepien do wewnetrznego sacrum, kryjacego w osobnej komnacie
postac bostwa, ktore nalezy obejsc dookola podziwiajac w polmroku
okalajace rzezby podswietlone przez szczeliny w scianach zewnetrznych.
Uff! A to tylko jedna, zachodnia grupa swiatyn. Pojechalismy jeszcze
do wschodniej grupy, gdzie najciekawsza byla swiatynia wyznawcow
dzinizmu poswiecona ich prorokowi ktory zyl rownoczesnie z Budda i
przedstawiany jest w pozycji lotosu lub na stojaco, zupelnie nagi -
tak jak nosza sie, oslonieci jedynie otwarta plachta plotna, mnisi
tego wyznania, scisli weganie, zganiajacy sprzed swoich stop miotelka-
wachlarzem niewidoczne mrowki i zuczki. O regulach tego wyznania
opowiedzial nam szczegolowo lokalny przewodnik, ktory sam byl dzinista.
Kolejne swiatynie w tej grupie podobne do grupy zachodniej, juz bez
'rozpasanego' seksu, lecz z pieknymi postaciami apsiar oraz
obejmujacych sie par, z ktorych najslynniejsza to bog Wishnu,
obejmujacy swa zone Laxmi, ktora czujac jawna pieszczte dloni meza
podtrzymujacej lubieznie jej piers, spoglada mu milosnie w oczy
skladajac usta do pocalunku. Rzezba brwi, ust, naszyjnikow i skrajow
szat jest precyzyjns i pelna ekspresji.
Niekonczaca sie seria zdjec tych wszystkich cudow i atrakcji i
wreszcie jedziemy do emporium czyli kolejnej komercji z kuszacymi
figurkami i innymi pamiatkami. Kazdorazowo przy przejsciu z autobusu
do terenu swiatyn musielismy staczac bitwe ze sprzedawcami pamiatek,
figurek, pocztowek, ktorzy oblegali nas i usilowali zmusic do targu. W
emprium mozna wymarzone pamiatki kupic w spokoju, lepszym wykonaniu i
oczywiscie za wyzsza cene.
Wracamy do hotelu i mamy labe: do obiadu czas wolny wykorzystujemy na
kapiel w basenie hotelowym i lezakowanie, po obiedzie obchodzimy
imieniny Krystyny, korzystajac z lokalnych nabytkow rumu o slodkiej
nazwie Rubin - z coca cola jest wysmienity.
Wreszcie klada sie wszyscy spac, aby skonsumowac wrazenia ze swiatyn i
wyspac sie przed jutrzejsza podroza do Varanasi.
Krzysztof
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz