- piekne palace grobowe w parkach z palmami, orlami, indyjskimi
golebiami i papuzkami. Kruki i pawie tez. Piekna atmosfera troche
mglistego poranka i pieknych proporcji oraz detali architektury
palacow i alej parkowych. Wnetrza palacow z azurowymi przeswitami
scian, kopulastymi sklepieniami i marmurowymi sarkofagami na
mozaikowych posadzkach.
Potem Qutab Mintar - najwyzsza murowana z kamienia wieza (chyba 170
m), wokol malownicze ruiny swiatyn. Olbrzymi kompleks swiatynny,
budowany tylko jeden rok.
Jeszcze park z wielkimi (wspolczesnymi) poteznymi posagami bogow.
Dluga jazda autokarem i wreszcie dojechalismy do Dzajpuru. Troche
komercji: wizyta w szlifierni (oczywiscie recznej) kamieni
szlachetnych. Diamenty, szmaragdy, szafiry i rubiny o niebotycznych
cenach, ale obejrzec i na probe potargowac sie z przystojnymi
sprzedawcami o kruczoczarnych wlosach zawsze mozna; piekne
polszlachetne onyksy, jaspisy i opale, najbardziej nam sie podobaly
niebiesko opalizujace owalnie oprawione kamienie zwane "black
moonstone". Po obiedzie
wieczorny spacer po miescie pelnym zgielku, klaksonow, rowerowych i
motorowych riksz, barow z dymiacymi kotlami i piecami, sklepikami
wszelkiej masci, nie dajaca sie opisac mieszanka ludzi, ubran, od
pariasow i lachmanow po eleganckich sikhow w barwnych turbanach.
W niedziele duzo zwiedzania: slynna fasada rozowego Palacu Wiatrow w
centrum, potem palac Amber - piekne kolumnady, reliefy scian i mozaiki
sklepien; twierdza Jaighar ponad nim do ktorej jechalismy szalonymi
serpentynami, oferujaca piekne widoki; wszystko opasane wijaca sie po
gorach jakby miniatura Wielkiego Muru Chinskiego. W drodze powrotnej
zwiedzanie XVI-wiecznego obserwatorium z olbrzymim zegarem slonecznym
- gnomon ze skala o dokladnosci 2 sekund! Przerozne astrolabia do
obserwacji znakow zodiaku. Jeszcze wizyta w bardzo nastrojowym i o
delikatnej azurowej architekturze na kolumnach domu zmarlych -
nekropolii zon maharadzow, gdzie odprawia sie tez nabozenstwa za
bliskimi, ktorych popioly po calopaleniu oddaje sie swietej rzece
Ganges. No i kolejna komercja - tkalnia dywanow (oczywiscie reczna, a
tkaja mezczyzni siedzacy w kuckach przy prymitywnych krosnach)
polaczona z produkcja recznie drukowanych z roznokolorowych stempli
tkanin na koszule i sari. No i oczywiscie sklep... A potem muzeum w
palacu maharadzy...
Kolacja z pokazem tancow - dwie slicznie strelajace oczami i wijace
rekami dziewczyny w tancu wirowaly z dzbanami na glowach przy
akompaniamencie bebnow i sitaru, do tego polykacz ognia, wreszcie
zakrapiany rumem wieczorek zapoznawczy - opowiesciom i kawalom nie
bylo konca, towarzystwo bardzo zgrane.
W poniedzialek calodniowa wycieczka do Pushkar z omal jedyna swiatynia
boga stworcy Brahmy, i mnostwem pomniejszych swiatyn gdzie nad
brzegiem mocno wyscnietego jeziora odprawia sie ceremonie
blogoslawienstw - tez wzielismy udzial w ceremonii zwanej pudża,
dostepnej dla "niewiernych". Poza swiatynia Brahmy jescze z XVII w ale
z pelnym pietyzmem tradycji i precyzja detali sklepien i ornamentow
odnowiona lsniaca w sloncu biala swiatynia Sikhow. No i samo
miasteczko pelne pielgrzymow, turystow, hippisow i zebrakow,
roznokolorowy wszelkiej egzotyki tlum przewijajacy sie pomiedzy
straganami pamiatek w uliczkach z fasadami domow o azurowej
architekturze balkonow; pomiedzy tym wszystkim swiete krowy, obojetnie
przechadzaja sie lub poleguja, przez nikogo nie zaczepiane, zgielk
klaksonow motorow, skuterow i riksz przeciskajacych sie w obie strony
dopelniaja obrazu calosci.
Zdjec nie bedzie teraz bo nie mam hot-spota, wysylam przez siec.
Krzysztof
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz